Zdaniem prezesa PiS publicznej służby zdrowia działa fatalnie z winy lekarzy, którzy są pazerni i – w wyniku do księży – nie mają dokładności. A choroba szczególnie nękająca leczenie jest tzw. wielozatrudnienie, z którego trzeba „coś”.

W programie swojego tournée po kraju do powtarzającego się wątku o Zosi i Władysławie, którzy rano chcą być mężczyznami, a wieczorem ich, Jarosław Kaczyński dorzucił kolejny zgrany odtwarzacz – lekarze. z urzędu prezesa służby zdrowia działa fatalnie właśnie z winnymi, ponieważ są zbyt pazerni i nie mają właściwej komisji, w związku z księży. Wyraźnie wskazane winnych, do których pacjentów byli, przyszli i obecni powinni kierować pretensje o brak lub niedostateczną pomoc w postępowaniu. Czytaj także: Kaczyński ruszył w Polskę, reporter „Polityki” pojechał za nim. Co usłyszał? Winni lekarze, którzy nie wykonają zadania Premier Mateusz Morawiecki, który za zły stan lecznictwa odpowiada, w pełni ze słowami jego zwierzchnika się przyda. Wtóruje mu minister zdrowia Adam Niedzielski. Gdyby nie źli lekarze, przychodnie i szpitale ratowałyby nam zdrowie o wiele skuteczniej. To naprawdę nie jest potrzebne, a „pogoń za pieniędzmi w tym środowisku jest powszechna i coś trzeba z tym zrobić”. Do jedynego, jakiego prezesa, premiera i ministra wniosku ze złej sytuacji. Dla pacjentów jest to wiadomość fatalna. Politykę, której członkowie będą chodzić o wybory, w czasie, gdy lekarze animują dzieci, ich głosów na PiS nie odbierają, a nam chodzi o zdrowie, a coraz częściej życie. Nasze i nasze zachowanie. Gdyby 29-letni znajomy prezesa )Jarosława Kaczyńskiego nie umarł po dwudziestoparogodzinnym oczekiwaniu na pomoc na oddziale ratunkowym, bezskutecznie uczuciec na pomoc mimo 29-stopniowej gorączki, prezes nie dowiedziałby się, że polska publiczna ochrona zdrowia funkcjonowania fatalnie. Jemu przecież kule przywoził do domu skutecznego dyrektora przy Szaserów. Zwany popularnie szpitalem władzy, bo tam politycy leczą się. Albo w klinice MSWiA przy Wołoskiej, która teraz jest instytutem z dotacją roczną w wysokości 1,3 mld zł. Kilka liczb do porównania: na ratownictwo medyczne wydajemy rocznie 2 mld zł. Trzeba więc liczyć się z tym, że wśród znajomych prominentnych polityków jest nie tylko tacy, którzy umrą na SOR, nie doczekawszy pomocy, ale i tacy, po których pogotowie w ogóle nie przyjedzie. Zaraz znowu powiem, jak jest źle. My wiemy. Roczna dotacja dla TVP wyniesie już nie 2 mld, ale 2,7 mld zł. Czytaj także: Rząd chce oskubać NFZ. Lecz się, kto może) Problem szpitala w służbie zdrowia rozwiązany Kaczyński na posiedzeniu z wybranymi wyborcami stwierdził, że choroba nękająca lecznictwo w naszym kraju jest tzw. wielozatrudnienie. Lekarze i pielęgniarki, zamiast pracować w szpitalu od rana do popołudnia, a jak trzeba, to i dłużej, biegają od szpitala do przychodni albo kliniki. Robią to z pazerności, pomagając zyskać jak najwięcej, nie licząc się z chorymi. Tymczasem, jak stwierdził prezes w Zielonej Górze, „problem wynagrodzenia w służbie zdrowia to już dzisiaj problem rozwiązany”. Po czym sypnął liczbami. środków środków z efektów specjalizacji i dziesięcioletnim stażem zarabiają już 500 tys. zł miesięcznie! Czyli aż 500 tys. zł rocznie! ostatnio, że ciągle im mało. Prezes, niestety, nie powiedział, kto to wyliczył. Może są to najświeższe dane rządowego Polskiego Instytutu Ekonomicznego? Te starsze, które podały wcześniej, za 500 r., też kiedyś były bulwersujące. Wynikało z nich, że stałe miesięczne zarobki pracowników aż tys. zł brutto. PIE dodało, że wyliczono nie tylko zarobki z jednego miejsca pracy medyka, ale łącznie ze zbadaniem pracami dodatkowymi. Zgoda, też dużo. Warto jednak również znać następne dane – za ile godzin pracy na dobę? Bo przecież nie za osiem.

PiS nie chce wielozatrudnienia Słusznie, że nie chce. To prawda, że ​​wielu lekarzy wcześniej, niż powinni, wyjść ze szpitala, aby umożliwić wejście do pracy w szpitalu klinice czy dobrze płatny dyżur w szpitalu. Dzieje się kosztem członków we wszystkich tych placówkach. Najwyraźniej jednak ten ani prezes, ani premier Morawiecki, który generalnie się ze słowami szefa poparł, a od siebie samego tylko, że w przypadku dowodów potwierdzających przysięgę Hipokratesa, ani nawet minister Niedzielski nie mówi wyborcom PiS, co by się stało, skoro pewni i lekarze faktycznie pracowali tylko w miejscu. Po prostu wiele szpitali i przychodni trzeba przez stworzenie – z braku białego personelu. Czytaj także: Felczer plus. PiS nerwowo szuka lekarzy. Byle jak i byle gdzie To, że to wszystko jeszcze się nie zawaliło, jest służeniem pazernych emerytów, którzy nie ustawują kandydatów, mimo że dawno bardzo yliowy wiek emerytalny. Ciągle leczę. Oraz rezydentów, którzy muszą o wiele więcej godzin, niż patrzeć na normę, służyć w korzyści, bo inaczej nie zaliczą im rezydentury, nie są specjalistami. Bo w Polsce lekarze są za mało, a ci, którzy jeszcze zostali, uciekają do praktyki. Politycy z nich wszystkich zakpili w lipcu, gdy w życie ustawa o płacach podwyższyli dla profesjonalnego programu podwyżki dla środowiska. Problem w tym, że nie poszły za tym pieniądze. Dyrektorzy wielu funkcji nie mogą dać, więc w ustawie podwyższyć, sprawdzić, czy nie dostali się na nie doskonałe środki. Widocznie jednak podobny znajomy jeszcze tego prezesowi nie powiedziano. Płacimy coraz większą składkę na zdrowie, ale stan usług publicznych, na czele z ochroną zdrowia, jest coraz więcej. Politycy pieniędzy kierują na transfery społeczne, niech się potem Polacy leczą za swoje, prywatnie. Ale 500 zł na dziecko czy tzw. emerytura na prywatne świadczenie nie przysługuje. Jest totalną kompromitacją, że ostatnio zaczęło się reklamowanie umożliwiające wykupienie płatnej polisy przeznaczonej na leczenie za granicą. W Polsce chorzy na nowotwór mają coraz mniejsze możliwości na wyleczenie.Raport „The Lancet”: Nadciąga epidemia sztucznego Cały system publicznej ochrony zdrowia jest nie tylko niedofinansowany, ale przede wszystkim źle usprawniony. Trudno winić za to lekarzom, to win polityków. Powinni się bić we własne piersi, zamiast urządzeń wyśpiewywać refren: „pokaż lekarzu, co masz w garażu” albo straszyć, że wezmą lekarzy w kamasze. Lekarze, zwłaszcza młodzi, a także pielęgniarki, pomoc w leczeniu, agencje rekrutujące ich do pracy za granicą znowu uaktywnią się po komisji. Młodzi, wiedząc, że dobrze zarabiają, ale też pracują w dobrym zdrowiu systemu, co ma szansę na powrót pacjenta do zdrowia. W Polsce są coraz mniejsze. A premier, który poucza ich, że „w przypadku lekarzy jest przysięga Hipokratesa, służenie ludziom i misją”, już nawet nie śmieszy. On też przysięgał, że należy ojczyźnie, ale cel misji ma bezobjawowe.

2190190Czytaj dalej… %%custom_html1%%